Mam już dość Windows 10!

Windows to najbardziej popularny system operacyjny na świecie. Przynajmniej jeśli chodzi o komputery biurkowe. Niestety, nie oznacza to, że najlepszy. Nie oznacza to nawet, że jest przeciętny, bowiem funckjonalność Windows 10 jest według mnie na dzień, w którym to piszę – tragiczna! Poniżej przedstawiam listę, która przedstawia moje uwagi dotyczące działania systemu, który nie powinien trafić na rynek w stanie, jakim się na nim znalazł. Brak konkurencji jest zjawiskiem bardzo negatywnym i chyba głównie to spowodowało, że monopolista nie bał się wypuścić na rynek bubla, bowiem nie musiał martwić się, że ktoś tego bubla nie będzie używać. Tymczasem dookoła słychać okrzyki radości i podniecenia z powodu nowych i lepszych funkcji Windows 10. Ludzie, przecież te głupoty wypisują albo gimnazjaliści, albo sponsorowane „kolorowe” gazety! Dla mnie najlepszy Windows skończył się na Windows XP, a ostatni dobry Windows – na wersji 7.

 

Przedstawiam moje uwagi dotyczące użytkowania Windows 10. Swoje uwagi będę odnosił do Linuksa oraz Mac OS, których także na co dzień używam. 

  1. Bezpieczeństwo systemów Windows stale rośnie. W przypadku Windows 10, producent domyślnie wyposaża system w podstawowe mechanizmy bezpieczeństwa, jak choćby prosty antywirus, kontrola konta użytkownika oraz wiele innych, których nie jest w stanie dostrzec przeciętny użytkownik. Należy jednak pamiętać, że system Windows jest bardzo popularnym systemem, a to przekłada się na ogromną ilość dedykowanego oprogramowania złośliwego. Najdziwniejsze jest to, że poprzednie systemy Windows, nie nadawały się do pracy w sieci Internet zaraz po „wyjęciu z pudełka”, bowiem domyślnie nie posiadały ani systemu antywirusowego, ani żadnych zabezpieczeń, co dla użytkowników Maca czy Linuksa jest jakimś żartem. Nie będę tutaj wymieniał luk systemowych, bowiem zajęło by to zbyt dużo miejsca. Oczywiście nie należy popadać w paranoję w przypadku użytku domowego, jednak w przypadku użytkowania Windows w przedsiębiorstwach, sprawa jest niezwykle poważna. Dlatego też, co jakiś czas będziemy informowani o kolejnych masowych atakach na te systemy.
  2. „Dzikie” aktualizacje – odnoszę wrażenie, że Windows 10 aktualizuje się często. Co więcej – system ma w nosie, czy komputer jest mi w danym momencie niezbędny, gdyż: mam ważną prezentację, muszę pilnie napisać maila, tekst czy poprawić błąd w źródle programu. System wie lepiej, że przed ekranem siedzi debil, który przecież nie może decydować o tym, czy i kiedy system ma być zaktualizowany. Jednocześnie podczas tego procesu, często odczuwalne jest spowolnienie pracy komputera, przedziwne zachowania, zawieszanie się pracujących programów, błędy drukarki, wyłączanie sieci WiFi, etc. Tak więc gdy faceci z Redmond klikną specjalny przycisk, niezależnie od pory dnia, czyli w najmniej oczekiwanym momencie, otrzymasz informację, by nie przeszkadzać w trwającej aktualizacji, która potrwa tylko kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Co dziwne, czasem nawet nie ma żadnej informacji o aktualizacji, zaś symptomami są: wolne działanie lub inne podejrzane zachowanie komputera. Najciekawiej jest na serwerach, które nie restartują się na szczęście samoistnie, ale wymagają restartów po godzinach pracy. Taki to system, który musi się ciągle restartować – zapytajcie Macowców czy Linuksowców, czy też tak mają? Windows Server daje frajdę i dużo adrenaliny, bowiem nigdy nie wiadomo, czy po aktualizacji taki serwer w ogóle się uruchomi, o czym zdążyłem się już kilka razy przekonać. Jeśli dodać do tego aktualizacje programów antywirusowych oraz aktualizacje aplikacji, nie przesadzę, gdy napiszę, że Windows 10 aktualizuje się BEZ PRZERWY. A teraz wiśienka na torcie – jeśli masz w sieci kilka komputerów z systemem Windows 10, kup szybkie łącze internetowe, bo moje skromne 10 Mbps to za mało na 3 komputery z tym systemem i ciągłe aktualizacje spowodowały, że nie dało się przeglądać YouTube’a. A przecież jest ponoć mechanizm aktualizacji lokalnej, tylko u mnie nie widać różnicy. Co ciekawe – nie tak dawno w sieci organizacji, którą zarządzam, pojawiła się aktualizacja dla Windows 10. W efekcie tego „ulepszenia”, „poprawki” odcięły komputery z Windows 10 od serwera domeny, uniemożliwiając pracę. Nie pomógł serwer WSUS, na którym poprawki były zatrzymane – Windows 10 i tak je sobie zainstalował, czym zapewnił mi dwa dni wytężonej pracy, dlaczego nagle przestały działać komputery z wersją 10. Na szczęście producent wypuścił kolejną poprawkę i problem w tajemniczy sposób znikł. Poprawki do poprawek – zapamiętajcie – Microsoftowi zdarza się to często.
  3. Windows 10 to system, który trafił na rynek jako produkt niedokończony, z „milionem” błędów, zaś testowanie przerzucono na nieświadomych użytkowników. Kampania reklamowa promująca wersję 10 była tak silna i nachalna, że wielu uwierzyło w bajki tysiąca i jednej nocy na temat, że Windows 10 to produkt doskonały. Z racji tego, że jestem informatykiem, gdy tylko ten produkt pojawił się na rynku, zakupiłem uaktualnienie, by poznać nowe i „niesamowite” możliwości. Niestety, po kilku dniach zdałem sobie sprawę, że Windows 7, w porównaniu do dziesiątki, był ostoją stabilności, niezawodności i funkcjonalności. Producent od wersji 8 zapomniał, że Windows jest jedynie systemem operacyjnym, w którym uruchamia się programy. I powinien umożliwić użytkownikowi uruchamiać je w prosty, szybki i przyjemny sposób. Zamiast tego, otrzymaliśmy wstrząs spowodowany albo zupełnym brakiem, albo odjechanym menu i wywróconym do góry nogami interfejsem. Dodatkowo równolegle płynęły z „ochy i achy” ze strony sponsorowanych artykułów, jak to niby „praca z nowym systemem nigdy dotąd nie była tak przyjemna, jak obecnie”.
  4. Przeglądarka Edge miała być przełomem w przeglądaniu internetu i Microsoft wiązał z nią duże nadzieje. Tyle tylko, że żadna przeglądarka firmy Microsoft nie była ani przełomowa, ani wygodna, ani zgodna ze standardami. Tym razem miało być inaczej. Przypomnę, że pseudoprzeglądarka Internet Explorer, której nawet producent nie zaleca używać, zyskał popularność wyłącznie dlatego, że ten wynalazek był zintegrowany z systemem operacyjnym. Stąd wielu ludzi, niezbyt radzących sobie z komputerami, nie zdawało sobie nawet sprawy, że istnieją inne przeglądarki. A Microsoft usilnie wciskał ten bubel użytkownikom. Właśnie dlatego UE nałożyła na Microsoft karę finansową i nakazała umożliwienie wyboru przeglądarki po zainstalowaniu jednej z aktualizacji systemu. Internet Explorer był i jest furtką dla cyberprzestępców – przez bogaty zestaw dziur, ActiveX, brak wystarczających zabezpieczeń systemu oraz liczne błędy, a przez to przyczynił się do wielu awarii spowodowanych przez oprogramowanie złośliwe. Ileż tragedii przeżyli ludzie tracąc dane przez tę przeglądarkę i słabe zabezpieczenia systemu? A standardy? Microsoft nie stosuje standardów! Oni jet tam sami tworzą i próbują je potem wymusić. Przez monopolistyczną pozycję giganta, „pseudostandardy” stają się jakimiś tam standardami – ale tylko w ocenie producenta. Dlatego też programiści tworzący strony internetowe, musieli (i wciąż muszą) pisać kod dla normalnych przeglądarek, a dodatkowo tworzyć oddzielną wersję lub szereg modyfikacji szablonu strony dla Internet Explorera. Popularność IE spowodowała, że „smród” po tej pseudo-przeglądarce będzie jeszcze przez wiele lat ciągnął się za nami, dopóki na złom nie trafi ostatni komputer z Windows 7, gdzie Internet Explorer jest zaszyty na stałe. Drobna uwaga – w rzeczywistości, gdy na złom nie trafi ostatni komputer z Windows 10, bowiem IE jest również obecny w jego ekosystemie. Tyle, że został troszkę ukryty. Testowałem Edge na tablecie i desktopie. Niestety, ta przeglądarka nie jest przystosowana ani do tabletów, ani do desktopów. Nie można jednak całkowicie zaprzeczyć jej podstawowej funkcjonalności, bowiem podobnie jak IE, świetnie nadaje się do pobrania normalnej przeglądarki, a wybór jest prosty: Chrome, Firefox i Opera. Nie piszę o Safari, bo dla mnie to o wiele wyższy poziom, lecz niestety dostępny wyłącznie na Mac OS. Gdy wypuszczono na rynek Edge, była to przeglądarka niedokończona i brakowało nawet wsparcia dla wtyczek. Do tego zaliczała „zwiechy”, nie dało się importować zakładek, zaś same zakładki samoistnie ginęły. Narzędzia developerskie też są tu marne i działają topornie, więc nie sądzę, by użytkownicy z entuzjazmem zaczęli masowo wykorzystywać ten przeglądarkopodobny wynalazek.
  5. Temat szpiegowania użytkownika pominę, bo uważam, że poprzednie systemy robiły to równie aktywnie, zaś w wersji 10 część tych tajemnych funkcji wyłączyć. Tylko ile osób się na tym zna i podejdzie do problemu świadomie, a ilu kliknie po prostu – „użyj ustawień ekspresowych” i pozwoli na pełną inwigilację?
  6. Menu start w Windows 10 miało być kompromisem pomiędzy Windows 7 i Windows 8.1. W Microsofcie chyba poczytali komentarze na temat swojego „genialnego” posunięcia w kwestii menu start i zrozumieli, że tworząc Windows 8 za mocno odjechali. Usunięcie menu start doprowadzało użytkowników do szału. Sam też czułem się jak debil po zainstalowaniu Windows 8, w którym nie potrafiłem uruchomić żadnego programu. W Windows 10 mamy kolejną odsłonę menu: tym razem jest to kafelkowe i elastyczne menu, które na dodatek może dynamicznie zmieniać swoją zawartość, choć sceptycznie podchodzę do tego, że moje zdjęcia czy spersonalizowane rzeczy wyświetlają zawartość na widok publiczny. Nie wiem, co spowodowało, że tak się uparli na ten rodzaj menu. Być może nie mieli pomysłu na nowy system, a przecież nowy produkt, żeby przekonać ludzi, powinien mieć coś nowego? Nie było pomysłów, więc pastwili się nad menu. Jak by nie rozumieli, że jedynym zadaniem menu jest łatwy i szybki dostęp do programów – nic więcej! Dlaczego tak trudno jest to producentowi zrozumieć? Na szczęście programik „Classic shell” wyłącza kafelkowe menu i znów mamy funkcjonalne menu – znane z Windows 7. Pamiętam, że wraz z Windows 2012 Server, producent też pozbawił ten system menu start. Oj działo się – administratorzy klęli straszliwie na to „ulepszenie”, gdy początkowo nie potrafili uruchomić nawet systemowego notatnika.


  7. Aplikacje w stylu metro miały być nowoczesnym interfejsem, który wraz ze specjalną platformą Universal App zadziała wszędzie (wszędzie, gdzie jest Windows). Odnoszę wrażenie, że wciskanie na siłę debilnego systemu kafelków, w którym do dziś ilość przydatnych i dających się w cywilizowany sposób obsługiwać aplikacji jest jak na lekarstwo, było błędem. Uważam, że wciskany kit o utopijnej i niekompatybilnej z dotychczasowym podejściem programistycznym platformy programistycznej Universal Application to jakaś propaganda, w którą programiści chyba nie uwierzyli, bo Microsoft ogłosił, że w sklepie będą także dostępne aplikacje tradycyjne, ale konwertowane za pomocą specjalnych pomostów. Nie wiem jaka jest obecna sytuacja w sprawie UWP i czy cieszy się ona zainteresowanie, jednak mi kojarzy się ona z uniwersalnym klejem, który w praktyce niczego dobrze nie klei. Nie wiem jakie są statystyki dotyczące UWP. Nie cierpię jednak interfejsu Metro i jego płaskiego, pozbawionego kształtów interfejsu na żadnym z urządzeń i chyba nie jestem w tym osamotniony, bowiem telefony z Windows i Metro od początku były powszechnie krytykowane właśnie za ten ekosystem.
  8. Oryginalne tablety Microsoft Surface z Windows 10, których cena w przypadku „topowych” modeli przekracza nawet 8000 zł. to jakaś bzdura, bowiem za tę kwotę można kupić dwa dobre tablety Apple lub dwa czy nawet trzy porządne tablety z Androidem. Nie sądzę więc, że użytkownicy rzucą się na Surfejsy. Przecież Microsoft nie kojarzy się z luksusem! A jeśli ktoś chce mieć wyjątkowy i lansiarski sprzęt, kupi iPada albo Macbooka. Natomiast sztuczne generowanie luksusu za pomocą ceny mija się z celem, bowiem ludzie i tak są przyzwyczajeni do jabłuszka, androida. Po co wymyślać na nowo koło i wydziwiać kafelki i płaskie, pozbawione kształtów interfejsy, które nie pozwalają skupić się na funkcjonalności oprogramowania, tylko wymagają skupiania uwagi na ich przedziwnej obsłudze?
  9. NET. Framework to nie tylko Windows 10, ale także poprzednich wersji. Do tej „platformy” pasuje idealny cytat, którego źródła nie pamiętam: coraz wolniejsze programy na coraz szybsze komputery. A to właśnie na technologii NET jest oparte wiele elementów nowego Windows. NET Framework to stan umysłu, mocnego umysłu, bowiem platforma z wersji na wersję rozwinęła się tak mocno, że żaden programista nie jest w stanie ogarnąć całości. Z drugiej strony słyszę głosy, że różnorodność jest dobra, bowiem daje wybór. I fajnie, tylko punkt wejścia na rynek dla młodego programisty NET to jakiś kosmos. Czy nie lepiej uczyć się JAVY np. EE? Poziom komplikacji może wyższy, ale w przyszłości zysk finansowy będzie nieporównywalnie większy! W środowisku NET zamiast jednej spójnej platformy, mamy dostępne kilka (Windows Forms, WPF, Universal APP, ASP.NET Forms, ASP.NET MVC). Nie zrozumcie mnie źle: wcale nie twierdzę, że .NET to zły pomysł z samego założenia. Sam czasem piszę programy pod .NET, ale nie podzielam opinii, że jest to przyjemne i proste. Denerwują mnie też próby wciskania kitu, że to idealna platforma na start. Próbowałem kiedyś pisać aplikacje na Windows Phone (jeszcze w wersjach 7.8) i byłem zachwycony. Teraz jest UWP, czyli znów zmiana zasad. Nie podzielam też lansowanego poglądu w przypadku programów desktopowych, że programy kompilowane do kodu pośredniego uruchamiają się i działają równie szybko, jak natywne EXE-ki. Pamiętam początki NET, gdy Microsoft zaliczył wpadkę z początkowymi wersjami. Wersja NET 1.1 została szybko porzucona. Problem w tym, że wciąż spotykam programy, które wykorzystują tę wersję i które nie ją już wspierane przez producentów. Microsoft jak zwykle wypiął się na użytkowników i nie uwzględnił kompatybilności wstecznej wraz z wprowadzeniem wersji 2.0. Co prawda wersję 1.1 można zainstalować na nowszych systemach, ale nie poradzi sobie z tym zwykły śmiertelnik. Projektując .NET Framework, producent chciał zrobić dobrze programistom, by programy same dopasowywały się do sprzętu, zapewniając niby przenośność. Cóż to jednak za przenośność, skoro dotyczy wyłącznie Windows? Przenośna, to może być Java czy np. biblioteki: Qt, Gtk, itp., ale jak wiadomo, nie jest to takie proste i nie wystarczy po prostu skompilować źródła na innej platformie. Windows to nie  jedyny system operacyjny na świecie, tymczasem Microsoft uparcie gardzi innymi systemami. Obecnie coraz większą popularność zdobywają aplikacje webowe, stąd coraz mniejsze znaczenie dla użytkownika będzie miał typ systemu operacyjnego. Tak więc w lansuje się nowe hasło „Microsoft kocha Linuksa”. Dlatego powstał nowy pomysł – NET. Core, czyli platforma na różne systemy operacyjne. I fajnie – naprawdę! Tylko moje zaufanie do tej firmy zostało zbyt wiele razy nadszarpnięte. Teraz jestem pewien, że gdy w końcu dopracują nową wersję, programiści znów będą musieli się przestawić na nowe zasady. I założę się, że po drodze Microsoftowi jeszcze nie raz zmieni się koncepcja.
  10. O szybkości działania systemów można napisać dłuższe wywody, jednakże napiszę to w uproszczeniu i bez analizy przyczyn. Jeżeli masz dowolny komputer Apple, to za kilka lat będzie on działał równie sprawnie, jak wówczas, gdy był wyciągnięty z pudełka. Gdy zainstalujesz Linuksa, to przez kilka lat system ten będzie działał równie sprawnie i szybko, jak zaraz po instalacji. Jednakże gdy zainstalujesz Windows, to twoje problemy zaczną się po kilku miesiącach. Komputer albo nie będzie się poprawnie włączał, albo też z kolejnymi miesiącami działał będzie coraz bardziej ociężale aż system padnie całkowicie. Oczywiście o ile uda ci się dotrwać do tego czasu. Ludzie nie rozumieją, dlaczego ich komputery działają coraz wolniej, często obarczając za to przestarzały sprzęt. Tymczasem to jedynie po części prawda, bowiem problem ten nie dotyka w tak istotny sposób użytkowników Mac OS czy Linuksa, które po prostu działają. Na szczęście nowe Windowsy mają tryb odświeżania, co umożliwia „zaoranie” obecnej instalacji systemu i jego odświeżenie, by znów działał jak nowy.
  11. Wbudowana „chmura” OneDrive, czyli tak naprawdę dysk wirtualny, popularnie nazywany chmurą, którą Microsoft postanowił uszczęśliwić na siłę wszystkich, bowiem po uruchomieniu komputera nalega, by jej używać. Zaletą jest to, że na start można otrzymać 5 GB miejsca na wirtualnym dysku (kiedyś 15 GB), co z jednej strony zapewni miejsce na archiwizację danych, choć 5 GB to lekka żenada. Z drugiej strony funkcjonalność ta jeszcze bardziej obciąża łącze, które i tak jest zapchane ciągłymi aktualizacjami i wysyłaniem danych śledzących użytkownika. Moje wątpliwości co do bezpieczeństwa Windows wydają się być realne – szczególnie po doniesieniach E. Snowdena, z których wynika, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego ma bezpośredni dostęp do serwerów firm Microsoft, Google, Facebook, Skype, Apple, AOL oraz prowadzi tajny program inwigilacji PRISM. Bezpieczeństwo danych przechowywanych na serwerach należących do korporacji spoza Unii Europejskiej może zatem stanowić poważne zagrożenie. Alarmujące są także informacje na temat skali nakazów wydanych przez NSA, dotyczących przekazania tej agencji szeregu informacji konkretnych kont oraz wymóg na operatorach do zobowiązania się do zachowania w tajemnicy tego faktu przed użytkownikami. Pojawiły się także doniesienia o podłączaniu serwerów operatorów amerykańskich chmur do głównego centrum NSA. Tak więc jeśli macie zamiar wykorzystać OneDrive do archiwizacji danych firmowych, warto to wcześniej przemyśleć i zamiast tego wybrać Polską chmurę.
  12. Polityka Microsoft dotycząca Windows Phone – jest delikatnie rzecz ujmując negatywnie nastawiona na klienta. Przykładem tego jest pozostawienie użytkowników większości telefonów z tym niezłym początkowo systemem samym sobie. Wprowadzając na rynek system operacyjny Windows 10 dla smartfonów, miała być kolejna rewolucja. Mieliśmy się pozbyć Androidów iOSów i przejść na Windows Mobile. Tymczasem stało się zupełnie nie tak, jak przewidział to Microsoft. Zamiast tego zrozumiał totalną porażkę i wykonał ruch, który robi zwykle, gdy coś nie wyjdzie. Nie chciał podtrzymywać na siłę trupa, tylko zlał dotychczasowych klientów. Używałem telefonu z Windows Phone i byłem… naprawdę zadowolony. Telefony z Windows Phone w celach biznesowych sprawdzały się nadzwyczaj dobrze. System był szybki, stabilny i nie zawodził jak Android. Najgorsze jest to, że producent systemu zapewniał o wspaniałej przyszłości WP i wciskał klientom kit, by kupowali telefony z Windows. Początkowo wszystko szło dobrze – sklep z aplikacjami się rozbudowywał, zaś polityka kontroli oprogramowania w sklepie sprawiała, że aplikacje były stabilne i dobrej jakości. Microsoft płacił producentom oprogramowania za portowanie aplikacji i gier do tego systemu. Ale chyba popularność tego system spadała, więc ogłosili, że wsparcia dla wielu telefonów nie będzie. Po aktualizacji mojego telefonu z Windows 8 do Windows 10, po kilku dniach musiałem powrócić do poprzedniej wersji, bowiem wersja 10 nie nadawała się do pracy. Była niestabilna, telefon samoczynne się restartował, zaś niektóre aplikacje działały powoli. Istotnym problemem był brak kilku podstawowych aplikacji. Np. Skandalem był brak klienta YouTube. Owszem, są jakieś wynalazki, ale to totalne gnioty w porównaniu do perełek znanych z iOS czy Androida. Uważam że obecnie Windows 10 jak system telefonu to jakaś pomyłka. Na szczęście Microsoft właśnie porzucił projekt Windowsa mobilnego. To bardzo dobrze. Nie dlatego, że pomysł był zły, ale dlatego, że monopolista już nie będzie ściemniał i łudził potencjalnych użytkowników.


  13. Sklep z aplikacjami to nie wymysł Microsoftu, bowiem sklepy były dostępne w innych systemach operacyjnych. Sklep Microsoftu charakteryzuje się coraz większą ilością dostępnych aplikacji. Niestety użytkownicy Windows 8 czy 8.1, zgodnie z dziwną polityką firmy, zostali zmarginalizowani i gdy próbują dostać się do sklepu z poziomu tych wersji, zobaczą jedynie informację o zakończeniu wsparcia i konieczności przejścia na Windows 10 i w sytuacji, gdy system ten jest jeszcze wspierany. Czyli znów polityka Microsoft – znowu nam nie wyszło, ale to nic, kupcie sobie nowe systemy, a najlepiej nowe komputery z Windows 10 i wszystko będzie działać!
  14. Brak sterowników, to być może nie wina Microsoft, lecz producentów urządzeń, którzy planując cykl życia swoich produktów mają w nosie pisanie sterowników do najnowszych systemów. Zamiast tego wolą, by kupować nowe produkty – niby logiczne, ale w przypadku niezłych jeszcze kart graficznych, które były kupione kilka lat wstecz za ciężkie pieniądze, to jest dla użytkownika przykre. Choć po przejściu na Windows 10 nie miałem wielkich problemów ze sterownikami: musiałem dokupić nową kartę WiFi oraz… kartę graficzną, która doskonale sprawdzała się w Windows 7, lecz producent nie wypuścił dedykowanych sterowników dla wersji 10 (wbudowany w Windows sterownik jest mocno ograniczony). Na szczęście Linux prawidłowo rozpoznał kartę graficzną (wspieraną tylko częściowo w Windows 10) i śmiga, aż miło. Wstyd pisać, że działa lepiej, niż w Windows 10. Gdyby tak Windows działał w tym obszarze tak, jak Linux, byłoby fajnie – podłączasz i działa.
  15. Zarządzanie energią – teraz skupię się nad porównaniem mojego iPada i tabletu z Windows 10 (lenovo 10′). Pomijam, że tablet po zainstalowaniu Windows 10 „gubi” kartę SD i często rozłącza sieć bezprzewodową (ponoć te modele tak już mają). Jeśli chodzi o pracę na baterii, Windows 10 radzi sobie lepiej niż Windows 8.1, który był na tablecie zainstalowany fabrycznie, a dzięki temu zapewnia dłuższy czas działania na jednym ładowaniu. Mimo to, daleko mu do starego iPada, który potrafi działać na baterii nawet kilka dni (gdy był nowy, działał prawie 5 dni). Tablet z Windows 10 działa kilka godzin i to ponoć olbrzymi sukces. Obsługa Windows w tablecie, w porównaniu do iPada, to jakieś totalne nieporozumienie. Wychodzę więc z założenia, że jeśli Windows, to laptop lub desktop.
  16. Problemy z ustawieniami – nie wiem, czy to wyłączenie mój przypadek, czy też błąd Windows, bowiem ile razy skojarzę różne typy plików z wybranymi przeze mnie programami, po kilku chwilach/dniach, w zależności od fazy księżyca, Windows zmienia domyślne przypisanie plików na własne i jedynie właściwe. Problem dostrzegam chyba na wszystkich komputerach, na których jest Windows 10. To bardzo irytujące. Windows potrafi czasem zgubić ustawienia, ale.. oj nie tylko takie rzeczy potrafi.
  17. Problemy w WiFi – Zacznę od tabletu, który nie potrafi dobrze ocenić siły sieci WiFi i w razie słabszego sygnału, przełączyć się na silniejszą sieć. Mój iPhone oraz iPad robią to bezbłędnie. Windows niestety nie – zwykle musiałem ręczenie przełączyć się na inną sieć – bowiem nawet wówczas, gdy sieć była ledwie dostępna, system nie przełączył się na sieć mocniejszą. Jeszce gorzej jest z przełączaniem WiFi – LTE. Tutaj Windows robi już już zupełny kosmos – szczególnie w smartfonach. Na deser dorzucam częste wieszanie się karty WiFi w desktopie (np. po uśpieniu komputera). Wyłączenie zarządzania energii nic nie daje. Niezbędny jest restart lub fizyczne wyjęcie i ponowne włożenie karty WiFi do USB. W końcu zmieniłem na kabel i było Ok.
  18. Windows dla programisty to niezbyt dobry pomysł w przypadku, gdy tworzysz aplikacje neutralne systemowo, czyli takie, których docelową platformą nie jest wyłącznie Windows. Zaliczam do nich: PHP, Ruby, Python, etc. O wiele przyjemniej programuje się w systemie Mac OS czy Linux, które w sposób niemal natywny wspierają projektowanie i uruchamianie tego typu aplikacji. Być może ten argument jest silnie subiektywny, dlatego polecam wypróbowanie Linuksa czy Mac OSa w tym zakresie. Oczywiście gdy ktoś pisze aplikacje w NET przy wykorzystaniu Visual Studio, to jest to wspaniałe narzędzie, tylko trzeba mieć komputer o mocy serwera. Przyznam, że brakuje tego typu środowisk programistycznych w systemie Linux.
  19. Cena jest pojęciem względnym, bowiem w myśl ekonomii jest to wartość, którą użytkownicy są w stanie zapłacić. I płacą, bo muszą, bowiem system Microsoft jest w tym obszarze monopolistą i nie ma realnej konkurencji. Inną sprawą jest świadomość użytkowników, a raczej jej brak, spowodowany ograniczoną wiedzą na temat alternatywnych systemów operacyjnych. Jest to także wina naszego systemu edukacji, który nie narzuca praktycznej nauki dotyczącej praktycznego poznawania różnych systemów. O ile tańsze byłby sprzęt, gdyby nie licencje, które np. w domu nie zawsze są niezbędne? Dla przykładu oprogramowanie komputera domowego, czyli Windows 10 i Office, to koszt co najmniej 500 zł. Stąd tyle nielegalnych pakietów Office, bowiem jego koszt co najmniej 150 zł, zaś w przypadku firmy koszt może sięgać 1000 zł! Powiecie, że jest przecież Libre Office. Tak, jest, ale MS Office to chyba najbardziej wygodny procesor tekstów i raczej nic tego nie zmieni. Jeśli nie wierzycie, spróbujcie napisać dłuższy tekst w Libre Office, a potem w MS Office i porównajcie. Nie piszę o wykorzystaniu Worda czy Writera do napisania podania czy listu do cioci, lecz do zastosowań uczelnianych czy profesjonalnych. Dodatkowo wiele systemów finansowych czy raportowych wykorzystuje mechanizmy Office, więc nie da się go w wielu przypadkach zastąpić żadnym innym, przez zintegrowany ekosystem Office i Windows. To działa i dostarcza naprawdę fajne rozwiązania dla programisty oraz dla użytkownika.

Teraz dygresja – o pakiecie Office. W Windows  nie używam Office. W Linuksie nie używam Libre Office. Zamiast tego, używam WPS Office, który z racji przyzwyczajenia do produktu Microsoft, po prostu lepiej się sprawdza.  Jest darmowy, ma polski interfejs, autokorektę i do tego wstęgę (pomysł menu typu wstęga akurat był dobrym pomysłem Microsoft).

Oto WPS Office, którego można pobrać stąd.

WPS Office to pakiet programów biurowych bardzo zbliżonych wyglądem do MS Office. Jak widać na obrazku powyżej, wyglądem bardzo przypomina Worda. Język Polski jest dostępny po zainstalowaniu, w menu W Writer->Tools->Set language, zaś pakiet sprawdzania pisowni znajduje się w załączniku do tego artykułu. WPS Office działa bez zarzutu i obsługuje pliki Office. Wniosek jest jeden: Darmowy WPS Office górą! Nie daj się nabrać na durne i do tego płatne wersje webowe Office 365.

Uwaga: Jeżeli zainstalowałeś WPS Office na Linuks, warto pobrać także dodatkowe czcionki poleceniem: sudo apt-get install ttf-mscorefonts-installer. Polski słownik jest w załączniku do tego artykułu.

Czy Windows 10 nie nadaje się zupełnie do niczego?

Tego nie napisałem, miliony użytkowników nie mogą się mylić :). Wypunktowałem jedynie wady, które są dla mnie istotne i które dla mnie dyskwalifikują ten system do bezpiecznej i bezproblemowej pracy. Zdaję sobie także sprawę, że system Windows jest bardzo popularny i nic nie wskazuje, by mogło być inaczej. Na szczęście jeśli chodzi o urządzenia mobilne, Windows nie ma żadnych szans na przebicie, bowiem dobry system to taki, który ma dedykowane aplikacje, długie wparcie, działa i jest wygodny w użytkowaniu. A na tym polu Microsoft poległ. Po prostu MS przespał okres rozwoju urządzeń mobilnych i zainwestował gigantyczne pieniądze w z góry przegrany projekt. Szefowie MS zignorowali czas, który wykorzystali inni, więc musieli stworzyć coś innego, niesamowitego, co by powaliło użytkowników na kolana. I tak powstały kafelki, które od początku nie cieszyły się uznaniem :).

Gdybym miał zrobić ranking systemów operacyjnych, nie sugerując się ceną ani dostępnością oprogramowania, ranking ten wyglądałby następująco: Mac OS, Linuks, długo nic i… Windows, który po prostu trzeba używać. Tylko po co dorabiać do tego ideologię sukcesu? Przecież dominacja Windows to porażka cywilizacji informacyjnej naszego świata. Kto wie, jak bezpieczna byłaby cyberprzestrzeń, gdyby dominującym systemem był Linuks lub inny, dowolny system wywodzący się z rodziny *nix? A tak, to mamy nakładkę na DOSa, która dopiero niedawno doczekała się konsoli, tyle tylko, że jej nieintuicyjna obsługa przyprawia mnie o mdłości. Właśnie dlatego używam Linuksa i nie zamierzam używać Windows.

6205total visits,1visits today

Tagi , .Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Mam już dość Windows 10!

  1. pixiupl mówi:

    Artykuł fajny, ciekawy, ale pozwolę sobie zadać pytanie: kiedy zrobi Pan takie samo porównanie tylko wersji serwerowych? Sam używam Windows Server 2016 (na serwerze rzecz jasna = jestem freelancerem-developerem, używam Win2016 od niedawna) i chętnie bym się dowiedział co nieco o aspektach poruszanych przez Pana. Piszę tu, gdyż Win2016 bazuje na Win10.

    • Leszek Klich mówi:

      Dziękuję. Windows 2016 Server jeszcze nie używałem (instalowałem, konfigurowałem, ale to za mało, by oceniać). Wciąż używam wersji 2012, a nawet 2008. Mam W2012 jako wirtualizator HyperV. Działają na nim maszyny W2008 server, 2012 server oraz Linuxy. Jako wirtualizator taki Windows 2012 sprawdza się dobrze. Wyłączyłem aktualizacje i spokój. Wirtualizator nie ma dostępu do Internetu i nawet nie musi mieć antywirusa (jeśli ma, trzeba dodawać wyjątki, bo się wykrzacza). To środowisko odizolowane. Ale już same maszyny wirtualne, to kicha. Co kilka dni aktualizacje i restart. Mam WSUSA, który też się czasem spapra. A maszyny są od siebie zależne, więc wywalenie jednej robi niezły problem. Mam możliwość przejścia na 2016, ale boję się tego robić w środowisku produkcyjnym. Z Windowsy serwerowe działają idealnie na szkoleniach i konferencjach – prelegenci twierdzą, że wszystko jest bezobsługowe. W praktyce jedynie maszyny z Linuxami są bezobsługowe. W rzeczywistości w kółko są jakieś problemy a wyjściem – ciągłe restarty. Oczywiście Microsoft ma to w nosie. Kupiłeś – to się męcz. I tak niczego innego nie wykorzystasz. Po 15 latach mam dość tego systemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

21 + = 31

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.